Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty

8/20/2012

Wróciłam/ I came back:)



Witajcie :  ) !


Wróciłam zadowolona, wypoczęta i większa  o conajmniej kilogram;)
Najważniejsze w  pogodzie jest,aby nie padał deszcz ani śnieg(dla mnie),nie potrzebuję upałów,wymagam  bezdeszczowej  aury ; )

Dzień  1

Pierwszy dzień (poniedziałek) był bardzo słoneczny.Ale zmęczeni podróżą   ucieliśmy sobie  drzemkę,  a później wyruszyliśmy  w trasę. Pierwszą górką była Gubałówka: )  Znając górską pogodę wzięłam ze sobą kurtkę przeciwdeszczową,która  na szczęście nie przydała sięJ
Na szczycie Gubałówki zajadaliśmy się grillowanymi  oscypkami  z żurawinką(pycha):).
Na  pierwszy obiad wybraliśmy się do Karczmy Przy  Młynie. Bardzo  klimatyczne  miejsce:
-drewniany domek
-dużo starych zdjęć starych górali ;)
-obsługa mówiąca  gwarą podhalańską.
Niestety  w takich karczmach dominuje jadło regionalne (dużo mięsiwa), za  którym nie przepadam(zwłaszcza za  baraniną itp.). Zawsze ,kiedy  nie jestem pewna jadłospisu wybieram zestaw dziecięcy (frytki, paluszki rybne/fileciki   z kurczaka,surówka). Taki zestaw jest najbardziej pewny:)
Nie  odbiegając od przyzwyczajeń  zamówiłam ZESTAW DZIECIĘCY.  Zawsze kiedy go zamawiam na twarzy przyjmujących  zamówienie pojawia się uśmiech ;  )
Po zjedzeniu  wybraliśmy się na Krupówki (uwilbiam je,to nie odłączny element Zakopanego). Wybraliśmy się do kawiarni Costa Coffe. Powtórka z rozrywki,nie znając smaków  napojów  serwowanych przez tą kawiarnię,zamówiłam lubianego przeze mnie Żółwia (Turtle), znanego  z  Coffe Heaven.







Dzień  2

Nie mogło być tak pięknie, rozpadał się deszcz. Jednak stwierdziliśmy,że z  cukru nie jesteśmy i  idziemy na Halę Gąsienicową. Wychodzimy  z domu,a na zewnątrz siarczysty deszcz. Zmiana planów. Konsultacje  z  wujkiem GOOGLE i jedziemy na Słowację do Tatralandii  : )

Nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł, wielu Polaków wybrało tą opcję, więc na basenie było mnóstwo ludzi.
Z okazji,że Tatralandia to w  większości odkryte baseny,a na Słowacji padał deszcz i było 10 stopni C,na początku troszkę zmarzliśmy.
Siedziąc w  wodzie,która miała prawie 40 stopni C, dziwiłam się ludziom,że  w  takim zimnie biegają w strojach po dworze. Ale po 30min  miałam dość siedzenia  i sama do nich dołączyłam  : ) Te zjeżdzalnie to niezła frajda. Zwłaszcza szachownica,z której pędzi się 39/40 km/h.
Wybawiłam się  za wszystkie czasy i podniosłam poziom adrenaliny do maksimum :D
Wykupiliśmy FUN PACKET, więc mieliśmy dostęp do wszystkich zjeżdżalni.  Packet  ALL INCLUSIVE zawierał wejścia na saunę, strefę Wellness. Niestety kosztował 50euro, gdzie my za swój zapłaciliśmy po 20euro od osoby.
Chciałam skorzystać z  sauny (dodatkowo płatna 8euro),ale niestety nie było wolnych miejsc, wpuszczano 60 osób, nie załapałam się.
Stwierdziłam,jak nie sauna to idę na masaż(5euro za 10minut,masaż sportowy),ale pani poinformowała mnie,że trzeba się zapisać na taki masaż wcześniej oraz,że nie ma już miejsc. Super!
Więc dołączyłam do chłopaka i zjeżdżaliśmy razemJ Trochę zdarłam sobie pośladki od tych zjeżdzalni,ale było bardzo fajnieJ
Drugi obiad w Sphinxie(sprawdzona restauracja-zawsze tam jemy,gdy jesteśmy w  zZakopanem). I tutaj małe spostrzeżenie: we Wrocławiu w Sphinxie(Arkady,Pasaż,Rynek) dają okrutnie ohydne jedzenie, a  w Zakopanem jest pysznie. Nie wiem dlaczego tak się dzieje...
Wybrałam  pizzę wegetariańską,nie  zjadłam całej ;)




Dzień 3

Brak słońca,brak deszczu. Wyruszamy na Halę Gąsienicową z  Zakopanego  w  kierunku Kuźnic. Po drodze mijamy zespół dworków, fontannę. Droga jest ciężka, tłum ludzi utrudnia wejście, bo nie znają zasad poruszania się do szlakach(????).
Na początku droga wydawałasię łatwa,ale od pewnego momentu z  trudem oddychałam reguralnie :p
Postoje na 3 minuty i idziemy dalej. Z góry widać piękne widoki! Warto było się natrudzić. Skręcamy naHalę Gąsienicową po to,aby za moment zachwycić się ogromem gór oraz pięknym krajobrazem.



Wracaliśmy już inną drogą, trochę trudniejszą, bardziej  stromą.


I własnie podczas  tego marszu moje ukochane Conversy dały mi popalić. Pod koniec zrobił mi się odcisk na czwartym palcu u stopy, but  uciskał na tego palca i sprawiał niezły ból. Ale doczłapałam  się do samochoduJ
Obiad trzeci zjedliśmy  w Zbójnickiej Chacie(czy jakoś tak) na Krupówkach. Lubię tam siedzieć, bo atmosfera jest taka domowa,można siedzieć na starych łóżkach (przy odrobinie szczęścia). Jedzenie mają dobre, ale porcje bardzo małe i  drogie. Zamówiłam pstrąga  grillowanego  z masłem i   ziołami.Był przepyszny,ale nie  zapełniam swojego żołądka. Więc póxniej poszliśmy do kawiarni Jagoda na deserki.














Na Krupówkach zwerbował nas gang pluszaków:P Królik złapał mnie i  wydał polecenie chłopakowi robienia zdjęć. Zrobił kilka, później ja jemu. Królik powiedział,abyśmy zostawili coś na marchewkę. Podeszłam do drugiego pluszaka(dziwny miś koala) i myśląc,że przyjmują ,,CO ŁASKA”  wręczyłam 5zł. Na to  miś: Dychę!Tak jak królik mówi. Speszyłam się i zaczęłam szukać tych jeszcze 5złotych. Dałam wszystkie drobne (zaczynając od 5gr), doszłam do 8zł i miś zrezygnował  z  reszty kwoty. Więc zapłaciłam 8zł za zdjęcia  z królikiem od  którego było czuć MOCNO potem : )



Dzień 4

Z okazji,że moje stopy były obolałe,a na palcu był odcisk,który dawał się we znaki, ubrałam sandałyJi tak  w sandałach  wybraliśmy się z Doliny Kościeliskiej do Doliny Chochołowsiej czarnym szlakiem.  Początkowo mieliśmy   przejść Dolinę Kościeliską, ale zobaczyłam kolonię dzieci,które idą w stronę Chochołowskiej,zrobiło mi się wstyd. Dzieci dadzą radę,a ja nie? I poszliśmy: ) Dzieci marudziły, jedno płakało.
Szliśmy  z tą grupką przez jakiś czas,ale później wyprzedziliśmy wszystkich i szliśmy sami. Na tym szlaku spotkaliśmy niewiele osób,  w porównaniu do innych,często uczęszczanych szlaków.
Ludzie,których spotkaliśmy  z  niepokojem  patrzyli na moje sandałki J Jedna pani powiedziała,że tamsię  i dzie  tak bardzo pod góręi jest ciężko. Moje sandałki wyprzedziły pana uzbrojonego  w   odzież z  Bergsona, kijki, specjalistyczne obuwie trekkingowe itp. Byłam  z siebie dumnaJ
Momentami było stromo,ale nie było aż tak ciężko.
Niestety ta trasa nie była atrakcyjna krajobrazowo. Najpiększniejszy był moment,kiedy wyszliśmy z lasu,a  przed nami pojawiła się piękna polana  z jedną bacówkąJ
Obiad 4 zjedzony  w  Sphinxie- sałatka    z  łososiem. Była przepyszna,a łososia było bardzo dużo J



 



Dzień  5
 Ostatni dzień postanowiliśmy spędzić spokojniej., na zwiedzaniu zabytków.  Niestety Podhale nie posiada zbyt wieelu zabytków architektury, więc obraliśmy za cel:
-Dwór Tetmajerów
-Tishnerówka- Dom pamięci  Ks. Tishnera
-zamek w  Niedzicy
Niestety zwiedzanie Dworu Tetmajerów trwało może 20min, szkoda. Pani przewodnik zbyt wiele nie opowiedziała.
Ponad godzinę spędziliśmy  w Tishnerówce. Pani najpierw nam opowiedziała historię księdza, później  zapoznaliśmy się   z jego rzeczami osobistymi i doczytaliśmy trochę historii,  a  na koniec puszczono nam film o tej postaci.
Następny punkt to  zapora w Niedzicy. Na zamku już kiedyś byliśmy, więc poszliśmy zobaczyć sławetny rysunek 3D na zaporze. Niestety nie zrobił na mnie wrażenia. Może gdybym patrzyła na to z góry, wrażenia byłyby inne...
Wybraliśmy się jeszcze do Bacówki,gdzie zakupiliśmy sery i oglądaliśmy czuwające owczarki : )))
Obiad 5 zjedliśmy znowu  w Sphinxie- sałatka  z boczkiem i serem pleśniowym lazur. Poprosiłam o wersję bez boczku. Sałatka była przepysznaJ












Oscypek :))


Dzień 6

Mieliśmy wstać po 4,żeby wyjechać wcześniej,ale budzik nas nieobudził.Wstaliśmy  przed 6J Na szczęście korków nie było, tylko przed Wrocławiem na A4 przed bramkami,staliśmy może  15minut.
Szoda,że takie chwile trwają tak krótko.Bardzo lubię Tatry,Zakopane.Kojarzą mi się z  dzieciństwem  i  spędzonymi chwilami z  rodzicami  i siostramiJ Mam ogromny sentyment do tych miejscJ !
Żegnajcie Tatry!



Buziaki dla tych, co dotrwali do końca;)
P.S- zaczynam uczyć się do poprawki,niestety przytrafiła mi się jedna dwója,która popsuła mi moją piękną średnią ;)

8/12/2012

No to w drogę:)/ Let's start trip!

Witajcie:)

Walizka spakowana, która jakimś cudem się domyka; aparat naładowany, jedzenie przyszykowane. Wyruszamy o 1 w nocy:)
Wracamy w  sobotę.

Mam nadzieję,że  taka pogoda nas nie zaskoczy,tak jak 3lata temu:



Do zobaczenia:*!